Inne sposoby opalania

Są dwa sposoby opalania się bez kontaktu ze słońcem: solarium lub samoopalacz.

Lampy w solarium wytwarzają to samo promieniowanie UV co słońce, ale mogą być jeszcze bardziej szkodliwe. Wyliczono, że 20 minut w solarium równa się 4 godzinom na słońcu.

Promieniowanie słoneczne to mieszanka promieni UVA i UVB, z czego część filtrowana jest przez warstwę ozonową. Lampy wy­twarzają głównie UVA, które głębiej przenikają skórę, a jednocześnie mniej UVB.

Osoby opalające się w solarium rzadziej używają kremów przeciw­słonecznych. Okulary są ważne – tak jak w przypadku słońca, gdyż połączenie UVA i UVB może uszkodzić rogówkę. Długotrwałe na­świetlanie może doprowadzić do nieodwracalnych zmian i katarakty. Opalanie w solarium sprawia też, że skóra szybciej staje się cieńsza, zwiotczała oraz pomarszczona i wcześniej pojawiają się inne oznaki starzenia.

W latach pięćdziesiątych pojawił się na rynku pierwszy samoopalacz. Obecnie dostępne są setki kosmetyków uznanych za bezpieczne i skuteczne sposoby na zastąpienie bezpośredniego kontaktu ze słoń­cem. Ale mimo iż produkty te są powszechnie reklamowane jako nie­szkodliwe, przysparzają wielu problemów. Po pierwsze samoopalacze w niewielkim stopniu chronią przed promieniowaniem UV. Dlatego na­wet jeśli wyjdziesz na zewnątrz, żeby pochwalić się sztuczną opaleni­zną i tak będziesz potrzebować kremu przeciwsłonecznego. Po drugie, warto się zastanowić, na czym właściwie polega działanie samoopalaczy. Najbardziej skuteczne z nich zawierają substancję zwaną dihydroksyacetonem (DHA), związek o charakterze cukrowym, który od wielu lat używany jest jako podstawowy aktywny składnik samoopalaczy. Ma nieprzyjemny zapach i zdarza się, że skóra przybiera pod jej wpływem dziwny pomarańczowy odcień. Ale co najważniejsze, nigdy nie prze­prowadzono badań, żeby stwierdzić, czy jest bezpieczna dla zdrowia.

DHA nie jest trwałym barwnikiem. Tymczasowo zmienia kolor skóry, wytwarzając „wolne rodniki” na drodze reakcji chemicznych z aminokwasami wierzchnich warstw skóry. Na podobnej zasadzie przecięte jabłko zmienia kolor na brązowy. W niektórych produktach, oprócz DHA, zastosowana jest też erytruloza. Działa ona podobnie do DHA, ale wolniej. Zastosowanie obu tych związków jednocześnie przynosi trwalszy efekt. Zarówno dihydroksyaceton i erytruloza mogą powodować kontaktowe zapalenie skóry. Największa ironia polega jednak na czymś, co zrozumie każdy, kto kiedykolwiek przeglądał czasopisma kobiece, że większość kremów przeciwzmarszczkowych, zawierając składniki, które pomagają zwalczać niszczące skórę dzia­łanie wolnych rodników, powoduje przedwczesne obumieranie komó­rek skóry.

Sztuczna opalenizna to niszczenie skóry z własnego wyboru. Badania laboratoryjne z 2004 roku opublikowane w czasopiśmie „Mutation Research” podkreślają ten fakt na podstawie odkrycia, że DHA zaburza naturalny cykl rozwojowy komórek ludzkiej skó­ry, niszczy DNA i przyśpiesza śmierć komórek już po 24 godzinach od zastosowania. Te niepokojące wyniki to rezultat jednego z niewielu wysiłków w kierunku zbadania, jak bezpieczne są sztuczne opaleni­zny. Na przykład nigdy nie przeprowadzono dokładnych badań ma­jących wykazać, czy erytruloza jest bezpieczna dla zdrowia.

Samoopalacze zawierają tyle samo toksycznych składników co mleczka do pielęgnacji ciała. Często wśród ich składników znaleźć można liczne substancje tworzące na skórze warstwę ochronną. Są to nie tylko związki krzemu, ale i plastyfikatory, na przykład tri-C14- -15 cytrynian alkilu, który jest często spotykanym składnikiem opa­kowań żywności. To sprawia, że środki łatwiej się nakłada, ale jedno­cześnie są one niczym plastikowa powłoka, która hamuje uwalnianie toksyn ze skóry.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.