Organiczne junkfoody

Znaczną część rynku organicznego tworzą teraz produkty gotowe. Jeśli rynek ten się rozwinie, istnieje ryzyko, że sukcesy, jakie w cią­gu ostatnich lat można w tej branży zaobserwować, przyciągną uwagę producentów o niewłaściwych motywacjach i wartościach. Wystarczy spojrzeć na półki, żeby zobaczyć, że większość organicznej żywności w supermarketach to produkty przetworzone. Doskonale sprzedają się przeznaczone do szybkiego przygotowania sosy, burgery, chipsy, pizza, lody, masło orzechowe, dżemy, kiełbasa, pasztet z kurczaka i czekolada. Jest bardzo mało prawdopodobne, by te artykuły były dużo lepsze (czy bardziej pożywne) niż konwencjonalne, gdyż, niestety, przetwórstwo niektórych organicznych produktów nie różni się zasadniczo od spo­sobu przetwarzania nieorganicznych mięs, warzyw i owoców. Wielu organicznych artykułów wcale nie przetwarza się tradycyjnymi sposo­bami, lecz poddaje konwencjonalnej, przemysłowej obróbce. Na przy­kład chleb organiczny może być upieczony z białej mąki. Używa się też konserwantów, takich jak cukier, tak że niektóre organiczne ciastka zawierają więcej cukru i tłuszczu niż konwencjonalne.

Ważne jest, by zwracać uwagę na brak pestycydów, ale to dość wąskie spojrzenie. Żywność organiczna zyskała sobie popularność głów­nie ze względu na pomysłową reklamę w supermarketach. Przekonano nas, że jedzenie żywności organicznej jest zdrowe i nie wymaga zmiany stylu życia. W rzeczywistości kupowanie lepszej żywności, czy to lo­kalnej, czy organicznej, wymaga zmiany w sposobie myślenia i orga­nizacji czasu. Kiedy potężni producenci wychodzą z siebie, by pako­wać i zmieniać coraz więcej gotowych produktów, pojawił się kolejny problem. W wielu krajach ustalono już ścisłą definicję organiczności, ale tak naprawdę potrzeba nam lepszej definicji „żywności”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.