Straty w ludziach

My, ludzie, na wiele sposobów giniemy rażeni własną bronią kultu­ry komfortu. Na przykład uzyskane w 2004 roku wyniki badań uczo­nych z Harvardu wskazują że tania kultura wygody stanowi główną siłę napędową rosnących statystyk otyłości na Zachodzie. Częściowo w oparciu o jadłospisy notowane przez uczestników badań uzyskano zaskakujące dane na temat zwyczajów żywieniowych Amerykanów. W Stanach Zjednoczonych nie zjada się już w trakcie posiłków tylu kalorii co dwadzieścia lat temu, a mimo to niemal podwoiła się ich konsumpcja z powodu przekąsek i napojów gazowanych, które Amerykanie spożywają pomiędzy posiłkami.

Producenci żywności, chcąc znaleźć rynek zbytu dla nadwyżki zbóż i innych surowych produktów w latach osiemdziesiątych i dzie­więćdziesiątych, stworzyli dosłownie setki nowych produktów, które zwiększyły zapotrzebowanie na żywność do poziomu, jaki wcześniej trudno było sobie wyobrazić. Wykorzystano rozwijającą się naukę chemicznych dodatków smakowych i nowe technologie przetwa­rzania oraz konserwowania żywności, by wytwarzać tłuste, słodkie i smaczne produkty. W ciągu zaledwie kilku lat przetwarzana żywność staniała, stała się wygodniejsza i smaczniejsza.

Jednocześnie przyjęło się, że Amerykanie chwalą sobie „przeką­ski” jako coś, co ma być zdrowszym rozwiązaniem niż ciężkie, regu­larne posiłki. Niektórzy uważają też, że wygoda i przyjemność zja­dania gotowych przekąsek warte są kilku dodatkowych kilogramów. Ale otyłość wiąże się oczywiście z wysokim ryzykiem zachorowania na cukrzycę typu 2 (insulinoniezależna), z nadciśnieniem, chorobą wieńcową i innymi poważnymi dolegliwościami.

Wyniki badań harwardzkich mogłyby równie dobrze pochodzić z Wielkiej Brytanii, Australii czy jakiegokolwiek innego miejsca, gdzie przemysłem spożywczym rządzi wolny rynek, gdzie kuleje sys­tem norm, pozwalając na stosowanie niemal dowolnej ilości konser­wantów w produkcji żywności i gdzie w wyniku tego zwiększa się problem otyłości.

Choć zmiany w sposobie uprawiania i wytwarzania żywności oraz zwyczajach żywieniowych konsumentów są najbardziej wyraźnym przykładem problemów związanych z kulturą otumanioną wygo­dą to dotyczą wszystkich sektorów sprzedaży. Pięćdziesiąt lat temu większość z nas zawijała kanapki w papier śniadaniowy, piliśmy mle­ko ze szklanych butelek, nosiliśmy gumowane płaszcze przeciwdesz­czowe, gdy padało, jeździliśmy stalowymi samochodami, a kolacje podgrzewaliśmy w piekarniku na starej blasze do ciasta. Teraz kanap­ki pakujemy do plastikowych pudełek lub aluminiowych kopert, które można wrzucić do mikrofalówki. Pizzę i frytki chronią przed natłusz­czeniem pojemniki o nowoczesnych nawierzchniach teflonowych. Kiedy pada, zakładamy gorteks – coś w rodzaju teflonu – który chroni przed deszczem, ale pozwala skórze oddychać.

Wszystkie te rzeczy łączy to, że człowiek wyprodukował je ze sztucznych tworzyw. Większość wygodnych produktów produkuje się masowo, a od czasów drugiej wojny światowej znacznie zwiększy­ła się zdolność wytwarzania potężnych ilości identycznych towarów za znikomą cenę. To właśnie wtedy producenci zaczęli wytwarzać, nadprodukować, a następnie szukać nowego zastosowania dla odpad­ków chemicznych – związków chloroorganicznych, tworzyw sztucz­nych i innych substancji pozyskiwanych z ropy naftowej.

Wiele z tych substancji chemicznych było rezultatem badań pro­wadzonych w celach militarnych. Kiedy skończyła się wojna, wy­korzystanie nadwyżek tych substancji dla rozwoju ekonomicznego i osobistych możliwości stało się przyczyną nadzwyczajnego apetytu na sprzedaż i konsumpcję.

Dobrą stroną chemicznego społeczeństwa jest to, że tanie prze­mysłowe środki chemiczne można wykorzystać do produkcji po­trzebnych na co dzień niedrogich artykułów. Dzięki nim można wyprodukować gotowe posiłki, które mogą przez wieki leżeć na półkach, a w kosmetykach zapewniają profesjonalny efekt. Nie trze­ba nawet chodzić do kosmetyczki czy sauny. Po co wzywać specja­listów, skoro można kupić w supermarkecie puszkę silnego insekty­cydu w spreju, który pomoże pozbyć się robali? Mamy teraz lżejsze, tańsze i oszczędniejsze samochody, gdyż wykonane są z zadziwia­jącego połączenia metali i tworzyw sztucznych. Wieczorem wycią­gamy z lodówki kolację w plastikowym opakowaniu, które prosto z zamrażalnika można włożyć do mikrofalówki i wcale nie popęka ani się nie przypali.

Rozwój chemii, który to wszystko umożliwił, może wydawać się cudowny, jednak każdy z tych produktów ma zabójczy wpływ na na­sze zdrowie, gdyż używanie ich naraża nas na większy kontakt z po­tencjalnie toksycznymi substancjami. Na przykład:

  • Około 90% z nas ma we krwi śladowe ilości substancji zwanej „kwasem perfluorooktanowym” (PFOA). Otóż PFOA i jego pro­dukty uboczne wykorzystywane są do produkcji teflonu czy gorteksu i mogą się uwalniać z produktów o nierdzewnych nawierzch­niach, takich jak Scotchguard albo Stainmaster. PFOA to przemy­słowa substancja chemiczna, którą Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (US EPA) zaklasyfikowała w 2006 roku jako potencjal­ny kancerogen niebezpieczny dla człowieka. Substancja ta okazała się też wywierać toksyczny wpływ na nerki, a u zwierząt powodo­wać problemy rozrodcze i hamować wzrost.
  • Liczne badania wykazały, że powszechnie używany do produkcji tworzyw sztucznych „bisfenol A” powodował deformację płodu myszy i mógłby być również przyczyną problemów układu rozrod­czego u ludzi.
  • Podobnie badania w Szwecji i Stanach Zjednoczonych wykazały, że polibromowany eter bifenylowy (PBDE) – środek przeciwzapal­ny używany do produkcji telewizorów, płytek obwodów, obudów komputerów, gąbek i tkanin – błyskawicznie odkłada się w mleku kobiet. Wykazano, że substancja ta powoduje raka tarczycy i pro­blemy rozwoju układu nerwowego u zwierząt doświadczalnych.

Nie są to pierwsze przykłady nowych odkrywczych technologii, które wcieliliśmy w życie, by po latach dowiedzieć się, że nieświado­mie narażaliśmy siebie i naszą planetę.

Pestycyd DDT uznano w latach czterdziestych za przełomowe od­krycie, zanim okazało się, że pod wpływem jego działania skorupki jaj ptaków drapieżnych, takich jak orzeł bielik, stały się tak cienkie, że liczba ich drastycznie spadła. Wkrótce odkryto też, że DDT wywo­łuje raka u ludzi i obecnie w większości krajów rozwiniętych całkowi­cie wycofano ten pestycyd z użycia.

Chlorofluorometany, czyli CFC, ceniono za stabilność chemicz­ną, dopóki naukowcy nie odkryli, że niszczą one powłokę ozonową Polichlorowane bifenyle (PCB) były oczkiem w głowie producentów do momentu, gdy ujawniono ich toksyczny wpływ na ludzi i dziką zwierzynę.

Na początku XXI wieku wiele osób zadaje sobie pytanie, czy krót­kotrwała wygoda, jaką zapewniają nam te wszystkie nowe produkty, warta jest problemów, których nam one potem przysparzają. Należało­by również odpowiedzieć sobie, czy nie powinno się wprowadzić bar­dziej rygorystycznych zasad testowania tych wynalazków, by zapo­biec katastrofie grożącej zarówno ludziom, jak i środowisku.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.